Najjaśniejszy Promień Słońca - Lisina Coney Recenzja 











Autor: Lisina Coney

Tytuł oryginału: The Brightest Light of Sunshine

Tytuł: Najjaśniejszy Promień Słońca

Wydawnictwo: Znak Literanova

Data wydania: 2025.06.04

Ilość stron: 432

Ocena: 10/10









                                                                                                            „– Musiałem wyjść z pracy, żeby ją odebrać – rzucam przez zaciśnięte zęby. – Wiesz, że zrobiłbym dla niej wszystko, ale to nie ja jestem jej rodzicem. To twój obowiązek. Zapada chwila ciężkiego milczenia. 

– Wiem”.                                                                                                                                                 Który romans ostatnio wywołał w twojej głowie tajfun emocjonalny? Ona najbardziej na świecie chce zapomnieć i ruszyć dalej. On nawet nie myśli o żadnej przyszłości. Dwudziestodwuletnia Grace, przeżyła wiele w swoim życiu. Dorabia jako nauczycielka baletu i marzy o zostaniu pisarką. Trzydziestoletni Cal, pracuję jako tatuator. Zamiast myśleć o przyszłości,  wychowuje swoją młodszą siostrę, ponieważ ich matka jest kompletnie nieodpowiedzialna. Co się stanie z jego siostrą kiedy pozwoli sobie na szczęście z dziewczyną, o której nie może przestać myśleć? Czy Grace ruszy dalej?                                                                                                                        „–Chyba będę miała atak paniki.

  Nie cierpię siebie za to, że każę mu przez to przechodzić. Za to, że stałam się jego problemem. Pewnie wyszedł gdzieś z kumplami, opiekował się Maddie albo odpoczywał sam w domu, może z kobietą. A ja zmusiłam go, żeby mnie ratował, bo jestem żałosnym zerem, które nie potrafi się o siebie zatroszczyć…

  – Oddychaj ze mną, słonko. Jesteś bezpieczna, a ja przyjadę za pięć minut. No już. Wdech. I wydech. Jeszcze raz”.                                                                                                                                        Wiecie, że lubię romanse i jestem dość wybredna… Natomiast do tego nie mogłam się absolutnie do niczego przyczepić i jednocześnie nie chciałam. Dawno chyba nie przeczytałam romansu obyczajowego, który  by mnie doszczętnie pochłonął  i zostawił w moim sercu płomień słońca🌞. Rażący mnie do teraz. Oczywiście w bardzo pozytywnym znaczeniu. Grace i Cal to bohaterowie bardzo realistyczni. Od samego początku odczuwałam ich emocje i towarzyszące im uczucia. Ich relacja była bardzo naturalna. Z każdą kolejną stroną budowali między sobą więź i zaufanie. Pokochałam ich obu. Jest to jedna z moich najlepszych, ukochanych green flag par w książkach. Cal jest naprawdę bardzo dojrzałym mężczyzną. Musi dźwigać na swoich barkach obowiązki i odpowiedzialność innych.  Mam głównie na myśli to, że przejął rolę rodzica nad swoją małoletnią siostrą. Grace ma trudności z zaufaniem do płci przeciwnej, ponieważ w przeszłości przeżyła coś bolesnego i traumatycznego. Natomiast kiedy spotyka naszego głównego bohatera, czuję się najbezpieczniej na świecie. Udowadniał jej to na każdym kroku. Rozwój akcji został świetnie poprowadzony przez autorkę, a do świata przestawionego totalnie nie mam zarzutów. Jedyną postacią, która mnie wiecznie irytowała, była matka głównego bohatera. Ja rozumiem, że w życiu bywa różnie, ale to, w jaki sposób zachowywała się w stosunku do swojej małoletniej córki, doprowadzało mnie do takiego stanu, że chciałam ją po pro­stu mocno potrząsnąć w pew­nym momencie.                                                                                                                                                                „Najjaśniejszy Promień Słońca” to jeden z najlepszych napisanych romansów, jakie przeczytałam. 


Komentarze

Popularne posty